Wszystko zaczęło się tak.....
Byłem na imprezie, trochę straciłem poczucie czasu, ale nie było tak źle. Z dwu i półgodzinnym spóźnieniem czyli około piątej nad ranem. Po cichu wszedłem do domu, żeby nikogo nie zbudzić, ale rodzice nie spali oczekując na mój powrót.
-Gdzieś ty się szlajał?!- odezwała się matka, która o dziwo jest bardziej agresywna od ojca.
- no na imprezie... - odpowiedziałem
-Idź do pokoju, po mojej pracy pogadamy, bo mam ranną zmianę i nie zamierzam się denerwować już przed pracą.
-dobra już dobra - westchnąłem znudzony.
Zawsze jest tak samo to stało się nudne... Jednak tym razem było inaczej, po wyjściu mamy tata zawołał mnie do siebie:
-Synu, racz ruszyć swoje szanowne cztery litery do salonu.
-Jeny po co?! Ty też chcesz przynudzać...?- odezwałem się lecz jednak zszedłem na dół.
-Po prostu chodź. - odpowiedział ojciec.
-hmmm...?? O co chodzi?
-Nie podoba mi się twoje zachowanie, jak tak dalej pójdzie to nigdy nie znajdziesz żadnej porządnej dziewczyny...
-Ty też nie znalazłeś.
-Nie pyskuj! Dosyć masz karę, nie wyjdziesz na żadną imprezę do końca miesiąca!
-Zamknij się !- Nie wytrzymałem i wybiegłem z domu. Biegłem do kryjówki znajdującej się na zboczu około dziesięciometrowego klifu, którą dziele z przyjacielem - choujim ( Czytaj Czołdżim). Jak się okazało, on tam akurat był. Gdy mnie zobaczył od razu spytał się co się stało? Opowiedziałem mu całą historie. Po wysłuchaniu widać było, że mi współczuję.
-Shikamaru.... Tak myślę, że nie masz co się smucić, rodzice już tak mają, że się martwią.
-Wiem, wiem Chouji... Ale to już sięga granic. Za każdym razem, gdy się spóźnię chociaż pół godziny oni już się czepiają.
-Z czasem im przejdzie. - uśmiechnął się - A teraz idę na stronę a ty to przemyśl.
Po pewnym czasie słyszę krzyki, krzyki choujiego. Od razu zareagowałem i pobiegłem z pomocą.
Lecz było już za późno, chouji był nie przytomny i związany grubą liną, nie mogłem mu pomóc i zacząłem uciekać, ale zamachowcy od razu to zauważyli i biegli za mną.Potknąłem się o kamień. Na moje nieszczęście spadłem z klifu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz