czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 5

Po wczorajszej "karze" obudziłem się cały obolały. Miałem nadzieję, że ten dzień będzie lepszy od poprzedniego. Nie wiedząc co ze sobą zrobić poszedłem pod prysznic,gdy skończyłem się myć owinąłem się ręcznikiem i zszedłem na dół. Po drodze zobaczyłem Jugo.
- Jugo gdzie  jest Sasuke??
-Panicz Sasuke oraz jego kolega Suigetsu pojechali na zakupy.
-A... Dzięki - Powiedziałem po czym wróciłem się do pokoju Sasuke.
Czyli jestem sam w tak dużym domu. Będę się nudzić. Zaraz, zaraz! Teraz nikt nie będzie mi rozkazywał i będę mógł robić co mi się podoba! Od razu zajrzałem do ogromnej garderoby Sasuke, były tam przeróżne rzeczy, ale najbardziej rzuciły mi się w oczy podarte czarne jeansy, biały t-shirt, czarna koszula i czarne conversy,  oczywiście to ubrałem, bo kto mi teraz zabroni. Gdy obejrzałem się w lustrze posądziłem, że wyglądam ZAJEBIŚCIE! Z ciekawości poszedłem zobaczyć jak jest w pokoju Suigetsu. Wchodząc już zastanawiałem się jaki żart by mu tu zrobić. Jego pokój był mniejszy niż pokój Sasuke, ale też wielki. Było tam wodne łóżko, plazmowy televizor, piłkarzyki i laptop. Noi teraz gdzie jest uczciwość?! Ja mam jakiś malutki pokoik, a on pokój moich marzeń. A więc trzeba mu jakoś uprzykrzyć życie... Zacząłem od popisania pisakami ( które znalazłem na biurku ) jego ubrań, oszczędziłem tylko parę bluz, które przyniosłem sobie do pokoju i włożyłem je do szafy. Następnie nasmarowałem mu podłogę mydłem z wodą z własnego doświadczenia wiem, że to jest gleba gwarantowana. Byłem z siebie dumny, gdy skończyłem swoją robotę, bez zastanowienia zacząłem pakować potrzebne mi rzeczy do ucieczki. Wziąłem butelkę wody i parę kanapek, które zwędziłem z kuchni oraz ciuchy na zmianę z szafy Sasuke.
Po cichu, tak żeby żadna pokojówka i Jugo nie zauważyła uciekłem. Biegłem ile tylko miałem sił w nogach przez wielką działkę. Dobiegłem do muru, który był wielkości przeciętnego płotu, byłem dobry  z w - f, więc nie stanowił on dla mnie większego problemu. Dalsza droga biegła przez las biegłem chyba z 2km, aż wybiegłem na leśną drogę. Tam z  daleka zobaczyłem auto, czerwone, sportowe BMW. Cieszyłem się, bo myślałem, że to już koniec. Gdy auto podjechało do mnie od razu zapukałem w szybę kierowcy, liczyłem na pomoc. Kierowca auta  miał przyciemnione szyby więc nie widziałem kto tam był, ale on mnie tak, lekko uchylił szybę.
- Może mi pan pomóc nie daleko stąd uwięziono mnie, mógłby pan mnie zawieźć na najbliższy posterunek policji?
-Ależ oczywiście wsiadaj.
Wszedłem z radością na twarzy, gdy tylko zapiąłem pasy drzwi automatycznie zapięły zamki. Usłyszałem bardzo znany mi śmiech dwóch osób z przodu, ze strachem w oczach spojrzałem na nich i gdy się skapnąłem, że sam wszedłem w paszcze lwa było już za późno.
-Widzę, że ma pan na sobie bardzo ładne ciuchy, mógł by mi pan powiedzieć skąd pan je ma? - powiedział Sasuke już poważnym lecz wyraźnie zgniewanym głosem.
- Sasuke, a mówiłem Ci, żebyś spiął jego ręce kajdankami i przypiął do łóżka. - dodał Suigetsu.
-No to był dobry pomysł. Z tego co widzę dzisiaj poćwiczymy sobie posłuszeństwo.
-Może ja go tego nauczę? - zapytał.
-Nie, ty się nim nacieszysz, kiedy wyjadę do Konohy załatwiać moje sprawy.
- No okey...
Po dojechaniu, Suigetsu i Sasuke wyszli zostawiając Shikamaru samego w aucie.
-O MOJA DUPA! SHIKAMARU TY SKURWIELU COŚ TY ZROBIŁ Z MOIM POKOJEM! ZABIJĘ!
Byłem przerażony, ale nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Po chwili zobaczyłem Sasuke z kajdankami i łańcuchem.
- No to teraz sobie nagrabiłeś, Suigetsu Ci  tego nie odpuści - Powiedział do mnie z trwogą.
Poczułem chłód łańcucha na szyi oraz kajdanek na moich nadgarstkach.
-Wysiadaj - powiedział szatyn szarpiąc za łańcuch.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 4

Po umyciu się, Shikamaru nie mógł nigdzie znaleźć swoich ciuchów, a Sasuke już zdążył się ubrać i wyjść.
-Sasuke! - wrzasnął z łazienki - Gdzie są moje ciuchy?!
-W pralce - zaśmiał się złośliwie.
-Co mam teraz na siebie włożyć?!
-To co położyłem ci na pralkę.
Oczom chłopaka ukazała się tylko bluzka na ramiączkach oraz męskie stringi.
-Żarty se robisz?!Oddawaj moje ciuchy!
-Albo to albo nago wybieraj, chociaż mogę dla ciebie zrobić wyjątek i dam ci jakąś moją piżamę, ale pod jednym warunkiem, śpisz ze mną - odpowiedział nadal złośliwym głosem - Pamiętaj, że w tym co wybierzesz idziesz jeść na dół kolację i wszyscy Cię zobaczą.
-Nie wyjdę z łazienki!!!
-To ja sobie poczekam w twoim pokoju, jak nie wyjdziesz za 5min, to ja ci pomogę, a wtedy już nie będe taki miły.
-I gdzie tu sprawiedliwość?!
-Dałem Ci wybór.
-Dobra... daj... tą twoją piżamę - Powiedział siedemnastolatek załamanym głosem.
Po chwili do łazienki wszedł dwudziestolatek i dał piżamę chłopakowi. Dostał granatową koszulkę na krótkim rękawku i biało granatowe szorty w kratkę.
-To ja już schodzę, a ty do mnie dojdziesz.
Po ubraniu się, nie protestując chłopak zszedł, ujrzał białowłosego mężczyznę patrzącego na niego niego niby z pożądaniem, lecz widać było nutkę zazdrości.
-Widzę, że nie próżnowałeś i kupiłeś sobie nowego zwierzaczka - zaśmiał się nieznajomy.
- Zamknij się!!! - krzyknął - Nie jestem żadnym zwierzakiem!
-Widzę, że jeszcze nie wytresowany.
-Ciągle nad nim pracuję, Suigetsu. - dodał Sasuke.
-Idę stąd! Nie mam zamiaru jeść i patrzeć na niego jednocześnie.
-Czyli będziesz bez kolacji - westchnął szatyn. Po chwili, szarpnął go za rękę,  po czym podniósł i przełożył prze ramię.
-Puść mnie - krzyczał jednocześnie szarpiąc go za włosy.
-Ej zostawiasz mnie tak? -powiedział oburzony Suigetsu.
-Mam pilną sprawę do załatwienia, a ty rozgość się w salonie - odparł puszczając mu oczko.
Weszli do sypialni Sasuke. Trochę przestraszony chłopak został położony na łóżku, czując bezsilność.
-Co chcesz mi zrobić?!
-Zobaczysz - W tej chwili dwudziestolatek położył się na chłopcu, chwytając jego ręce i kładąc je za jego głowę nadal je trzymając. Zaczął go namiętnie całować, nie dając mu szansy na oddech, po czym drugą rękę włożył mu w szorty. Siedemnastolatek zaczął protestować, lecz bez skutecznie,   ręka mężczyzny bawiła się jego męskością.
-Przestań...
Po policzkach chłopaka coraz częściej zaczęły spływać łzy.
-Pro... szę.. przestań, przepraszam...
- Wiem, że jesteś tu nowy, ale tutaj panują zasady. Po pierwsze i najważniejsze masz być posłuszny. Nie masz prawa używać słów "nie lub nie chce", no chyba, że chcesz być ukarany. Po drugie masz być miły dla Suigetsu powinieneś się do niego przyzwyczaić, gdyż on tu się wprowadził. To są te najważniejsze zasady, jeśli chodzi o resztę to po prostu nie rób nic głupiego. Jednak nie mogę odpuścić Ci za zrobienie mi wstydu.
Sasuke puścił ręce Shikamaru, zdejmując jego bluzkę. Zaczął lizać jego szyję, robiąc językiem kółeczka schodząc coraz niżej. W końcu doszedł do podbrzusza. Zaczął ściągać jego spodnie.
Chłopak pisnął. Bał się, gdyż nie wiedział jak daleko posunie się Sasuke.
Mężczyzna zaczął go przygotowywać. Na początku jednym palcem, później drugim, trzecim. Dwudziestolatek delikatnie zaczął w niego wchodzić, po kilku delikatnych ruchach zwiększył tempo, bawiąc się swoim zwierzaczkiem coraz agresywniej. Po kilku minutach doszedł w nim. Zaczął  pielęgnować jego członka,pozwalając mu dojść. Brunet doszedł.
-No to ja idę, nie zamykam drzwi, bo i tak wiem, że w takim stanie nie uciekniesz - zaśmiał się złośliwie - Dobranoc koteczku.

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 3

 Nazajutrz Shikamaru został obudzony delikatnym pocałunkiem w czoło. Zaskoczony chłopak szeroko otworzył oczy po czym odepchnął od siebie szatyna.
-Jaka niewinna reakcja - zaśmiał się mężczyzna.
-A jak miałem zareagować?! Dziękować i wskoczyć ci w ramiona?! - krzyknął oburzony.
-Choćby - odpowiedział, przysuwając się do bruneta.
-Która tak w ogóle godzina? - zapytał i przetarł łapkami zaspane oczy.
-Już wieczór. Spałeś na prawdę długo.... - Odpowiedział i nawet na moment nie spuszczał z niego wzroku.
-Czego ty jeszcze ode mnie chcesz?
-Ciebie - rzekł, po czym położył rękę na jego włosach, lekko nią ruszając.
17 - latek znów próbował odepchnąć mężczyznę, lecz bezskutecznie. Po chwili podirytowany mężczyzna mocno chwycił go za rękę i powiedział :
-Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy w jakiej jesteś sytuacji, już jesteś mój i nic tego nie zmieni.
-Ychy, nie jestem niczyją własnością.
-Owszem jesteś, moją.
Po tych słowach 20 - latek, namiętnie pocałował chłopaka, nie dając mu szansy na ucieczkę, drugą rękę włożył pod jego bluzkę, delikatnie opuszkami palców zaczął masować jego brzuch, po czym skierował dłoń ku górze i paznokciem podrażniał jego prawy sutek.
- Podoba ci się? -  zapytał go, chociaż wiedział, że tak.
-N..nie... - wyjąkał.
Szatyn masował jego podniebienie językiem. Shikamaru nie wytrzymał i zamruczał z zadowolenia.
-Widzę, że nie mówisz mi prawdy - zaśmiał się złośliwie - wystarczy tych przyjemności, bo się jeszcze zbyt nakręcę.
Po chwili ciszy Shikamaru wyskoczył z pytaniem:
-Jak ty się w ogóle nazywasz?
-Dla ciebie Pan. Brunet nadął policzki z wyraźną obrazą
-Oj, żartowałem, nie fochaj się, Sasuke.
-I gustujesz w chłopakach?
-Nie, tylko w takich słodziakach jak ty. - puścił mu oczko - Chłopiec się zarumienił i zakrył twarz poduszką.
-Nie mów tego idioto! - Krzyknął chłopak. Szatyn zaśmiał się tylko z jego reakcji, ale wiedział, że nie puści płazem przezwania go.
Nastał wieczór. Po chwili do Sasuke zadzwonił telefon. Rozmawiał tak 5min.
-Kto to był?
-Mój ojciec. Za tydzień będzie u mnie zebranie rodzinne uchihów.
-Zebranie uchihów?!
-Jutro będą przygotowania, też będziesz w nich uczestniczył. Musisz odpracować przezwanie mnie.
-A teraz chodź. Za tamtymi drzwiami znajduję się łazienka - Powiedział wskazując na drzwi.
Shika spojrzał na niego niepewnie. On chyba nie chce... się ze mną myć?! Wyrywałem się mimo, że szatyn był ode mnie o wiele silniejszy. To chyba zdenerwowało Saska i brutalnie wrzucił mnie do łazienki, zamknął za sobą drzwi, zakluczył je i klucz położył na szafce. Zsunąłem się po ścianie i patrzałem co robi mój pan. Napuścił wody, trochę mnie przy tym chlapiąc, dodał jakiegoś płynu  i zdjął z siebie ubrania. Wpatrywałem się chwilę w jego krocze, wiedziałem, że niedługo będzie chciał go użyć na mnie.... Podszedł bliżej mnie.
-Weź ręce do góry. - wykonałem polecenie i zarumieniłem się, bo miałem głowę na wysokości jego męskości, na moje nieszczęście on to zauważył i nie bezpiecznie blisko się przybliżył.
-Wstań.  - ponownie wykonałem polecenie i posłusznie wstałem, natomiast on przykucnął i zsunął moje spodnie, czyli pozostałą część piżamy. Właśnie zdałem sobie sprawy, że nic nie miałem pod spodem! Pogłaskał ręką moje krocze, a ja w tym samym momencie zasłoniłem usta, żeby nie wydać z siebie, żadnych kompromitujących dźwięków. Pocałował czubek mojego członka i polizał go po całej długości. Nie chciałem, żeby mi to robił... ale też nie chciałem, żeby przestawał. Włożył sobie do ust czubek mojej erekcji i się na niej zassał, a ręką delikatnie zgniatał moje żołędzie. Stłumiłem jęk zagryzając mocno rękę. Czułem, że byłem bardzo zarumieniony. Po chwili wziął go całego do ust i zaczął poruszać głową. To nie było dla niego żadnym wyzwaniem, gdyż nie miałem zbyt dużego narzędzia. Momentami mogłem poczuć jak delikatnie mnie podgryza. Mimowolnie poruszyłem biodrami w stronę jego ust, tym samym prosząc o szybsze tępo. Moje prośba została usłuchana i tak też się stało. Wiele nie musiał robić, a doszedłem w jego usta. Połknął wszysto i uśmiechnął się chytrze. Od razu wszedłem do wanny chcąc już się umyć. Reszta kąpieli przeszła w miarę spokojnie...

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 2

-Auuuuu...!
-Widzę, że moja śpiąca królewna się obudziła - powiedział nie znany chłopakowi jak dotąd głos.
Jego oczom ukazał się około 20letni mężczyzna, wysoki, ciemne włosy niemal czarne, rozpuszczone do ramion.
-Kim jesteś?! - Wrzasnął z zdziwieniem.
-Wrzasnąłeś jakbyś zobaczył ducha.
-Zobaczyłem coś gorszego - odwarknął.
-Jak na razie będę traktował cię ulgowo, no chyba,  że już od teraz mam cię traktować jak zwierze.
-O czym ty gadasz?! - zapytał z niepokojem.
-Przekonasz się w swoim czasie - odpowiedział z złośliwym uśmieszkiem - a teraz wychodzę i przyśle do ciebie mojego lokaja, jeśli będziesz czegoś potrzebował to śmiało mu to powiedz.
Mężczyzna opuścił pokój i tak jak mówił przyszedł jego lokaj.
-Czy czegoś panicz potrzebuje?
-Tak, poprosiłbym wodę.
-Już się robi - oznajmił z miłym uśmiechem.
Lokaj poszedł. Po 2 minutach wrócił z szklanką wody, którą od razu podał chłopakowi.
-Dziękuje, jak się nazywasz, bo wolał bym mówić do ciebie po imieniu?
-Jugo - odpowiedział.
-A więc jugo mów mi Shikamaru ;).
-Czy mogę ci zadać parę pytań - zapytał już spokojniejszy 17-latek.
-Oczywiście - odrzekł.
-Jak się tu znalazłem?Pamiętam, że spadałem z klifu...
-Jechałem z panem po nowego, no eeeeee.... nieważne i akurat napotkaliśmy ciebie, pan stwierdził, że ci pomożemy, więc wzięliśmy cię ze sobą. Więcej nie mogę ci powiedzieć i tak za dużo już wiesz, a nie powinieneś. Niech ta rozmowa zostanie między nami, a teraz idź spać, straciłeś dużo krwi. Musisz dużo pić i wypoczywać. Po tych słowach opuścił pokój i zamknął drzwi na klucz. Po długim rozmyślaniu nad swoim losem Shikamaru zasnął.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 1

Wszystko zaczęło się tak.....
Byłem na imprezie, trochę straciłem poczucie czasu, ale nie było tak źle. Z dwu i półgodzinnym spóźnieniem czyli około piątej nad ranem. Po cichu wszedłem do domu, żeby nikogo nie zbudzić, ale rodzice nie spali oczekując na mój powrót.
-Gdzieś ty się szlajał?!- odezwała się matka, która o dziwo jest bardziej agresywna od ojca.
- no na imprezie... - odpowiedziałem
-Idź do pokoju, po mojej pracy pogadamy, bo mam ranną zmianę i nie zamierzam się denerwować już przed pracą.
-dobra już dobra - westchnąłem znudzony.
Zawsze jest tak samo to stało się nudne... Jednak tym razem było inaczej, po wyjściu mamy tata zawołał mnie do siebie:
-Synu, racz ruszyć swoje szanowne cztery litery do salonu.
-Jeny po co?! Ty też chcesz przynudzać...?- odezwałem się lecz jednak zszedłem na dół.
-Po prostu chodź. - odpowiedział ojciec.
-hmmm...?? O co chodzi?
-Nie podoba mi się twoje zachowanie, jak tak dalej pójdzie to nigdy nie znajdziesz żadnej porządnej dziewczyny...
-Ty też nie znalazłeś.
-Nie pyskuj! Dosyć masz karę, nie wyjdziesz na żadną imprezę do końca miesiąca!
-Zamknij się !- Nie wytrzymałem i wybiegłem z domu. Biegłem do kryjówki znajdującej się na zboczu około dziesięciometrowego klifu, którą dziele z przyjacielem - choujim ( Czytaj Czołdżim). Jak się okazało, on tam akurat był. Gdy mnie zobaczył od razu spytał się co się stało? Opowiedziałem mu całą historie. Po wysłuchaniu widać było, że mi współczuję.
-Shikamaru.... Tak myślę, że nie masz co się smucić, rodzice już tak mają, że się martwią.
-Wiem, wiem Chouji... Ale to już sięga granic. Za każdym razem, gdy się spóźnię chociaż pół godziny oni już się czepiają.
-Z czasem im przejdzie. - uśmiechnął się - A teraz idę na stronę a ty to przemyśl.
Po pewnym czasie słyszę krzyki, krzyki choujiego. Od razu zareagowałem i pobiegłem z pomocą.
Lecz było już za późno, chouji był nie przytomny i  związany grubą liną, nie mogłem mu pomóc i zacząłem uciekać, ale zamachowcy od razu to zauważyli i biegli za mną.Potknąłem się o kamień. Na moje nieszczęście spadłem z klifu...

No to krótki wstęp.... ;)

Witamy was przy naszym pierwszym opowiadaniu mamy nadzieję, że się spodoba. Prosimy o wyrozumiałość co do błędów ortograficznych, gdyż ortografia to nie jest nasza najmocniejsza strona. Ja jestem Michał podpisuje się Shikamaru32126, a mój wspólnik to Kamil będzie się podpisywać jako Sasuke0581. Życzymy miłego czytania ;*

♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥