- Jugo gdzie jest Sasuke??
-Panicz Sasuke oraz jego kolega Suigetsu pojechali na zakupy.
-A... Dzięki - Powiedziałem po czym wróciłem się do pokoju Sasuke.
Czyli jestem sam w tak dużym domu. Będę się nudzić. Zaraz, zaraz! Teraz nikt nie będzie mi rozkazywał i będę mógł robić co mi się podoba! Od razu zajrzałem do ogromnej garderoby Sasuke, były tam przeróżne rzeczy, ale najbardziej rzuciły mi się w oczy podarte czarne jeansy, biały t-shirt, czarna koszula i czarne conversy, oczywiście to ubrałem, bo kto mi teraz zabroni. Gdy obejrzałem się w lustrze posądziłem, że wyglądam ZAJEBIŚCIE! Z ciekawości poszedłem zobaczyć jak jest w pokoju Suigetsu. Wchodząc już zastanawiałem się jaki żart by mu tu zrobić. Jego pokój był mniejszy niż pokój Sasuke, ale też wielki. Było tam wodne łóżko, plazmowy televizor, piłkarzyki i laptop. Noi teraz gdzie jest uczciwość?! Ja mam jakiś malutki pokoik, a on pokój moich marzeń. A więc trzeba mu jakoś uprzykrzyć życie... Zacząłem od popisania pisakami ( które znalazłem na biurku ) jego ubrań, oszczędziłem tylko parę bluz, które przyniosłem sobie do pokoju i włożyłem je do szafy. Następnie nasmarowałem mu podłogę mydłem z wodą z własnego doświadczenia wiem, że to jest gleba gwarantowana. Byłem z siebie dumny, gdy skończyłem swoją robotę, bez zastanowienia zacząłem pakować potrzebne mi rzeczy do ucieczki. Wziąłem butelkę wody i parę kanapek, które zwędziłem z kuchni oraz ciuchy na zmianę z szafy Sasuke.
Po cichu, tak żeby żadna pokojówka i Jugo nie zauważyła uciekłem. Biegłem ile tylko miałem sił w nogach przez wielką działkę. Dobiegłem do muru, który był wielkości przeciętnego płotu, byłem dobry z w - f, więc nie stanowił on dla mnie większego problemu. Dalsza droga biegła przez las biegłem chyba z 2km, aż wybiegłem na leśną drogę. Tam z daleka zobaczyłem auto, czerwone, sportowe BMW. Cieszyłem się, bo myślałem, że to już koniec. Gdy auto podjechało do mnie od razu zapukałem w szybę kierowcy, liczyłem na pomoc. Kierowca auta miał przyciemnione szyby więc nie widziałem kto tam był, ale on mnie tak, lekko uchylił szybę.
- Może mi pan pomóc nie daleko stąd uwięziono mnie, mógłby pan mnie zawieźć na najbliższy posterunek policji?
-Ależ oczywiście wsiadaj.
Wszedłem z radością na twarzy, gdy tylko zapiąłem pasy drzwi automatycznie zapięły zamki. Usłyszałem bardzo znany mi śmiech dwóch osób z przodu, ze strachem w oczach spojrzałem na nich i gdy się skapnąłem, że sam wszedłem w paszcze lwa było już za późno.
-Widzę, że ma pan na sobie bardzo ładne ciuchy, mógł by mi pan powiedzieć skąd pan je ma? - powiedział Sasuke już poważnym lecz wyraźnie zgniewanym głosem.
- Sasuke, a mówiłem Ci, żebyś spiął jego ręce kajdankami i przypiął do łóżka. - dodał Suigetsu.
-No to był dobry pomysł. Z tego co widzę dzisiaj poćwiczymy sobie posłuszeństwo.
-Może ja go tego nauczę? - zapytał.
-Nie, ty się nim nacieszysz, kiedy wyjadę do Konohy załatwiać moje sprawy.
- No okey...
Po dojechaniu, Suigetsu i Sasuke wyszli zostawiając Shikamaru samego w aucie.
-O MOJA DUPA! SHIKAMARU TY SKURWIELU COŚ TY ZROBIŁ Z MOIM POKOJEM! ZABIJĘ!
Byłem przerażony, ale nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Po chwili zobaczyłem Sasuke z kajdankami i łańcuchem.
- No to teraz sobie nagrabiłeś, Suigetsu Ci tego nie odpuści - Powiedział do mnie z trwogą.
Poczułem chłód łańcucha na szyi oraz kajdanek na moich nadgarstkach.
-Wysiadaj - powiedział szatyn szarpiąc za łańcuch.
Po cichu, tak żeby żadna pokojówka i Jugo nie zauważyła uciekłem. Biegłem ile tylko miałem sił w nogach przez wielką działkę. Dobiegłem do muru, który był wielkości przeciętnego płotu, byłem dobry z w - f, więc nie stanowił on dla mnie większego problemu. Dalsza droga biegła przez las biegłem chyba z 2km, aż wybiegłem na leśną drogę. Tam z daleka zobaczyłem auto, czerwone, sportowe BMW. Cieszyłem się, bo myślałem, że to już koniec. Gdy auto podjechało do mnie od razu zapukałem w szybę kierowcy, liczyłem na pomoc. Kierowca auta miał przyciemnione szyby więc nie widziałem kto tam był, ale on mnie tak, lekko uchylił szybę.
- Może mi pan pomóc nie daleko stąd uwięziono mnie, mógłby pan mnie zawieźć na najbliższy posterunek policji?
-Ależ oczywiście wsiadaj.
Wszedłem z radością na twarzy, gdy tylko zapiąłem pasy drzwi automatycznie zapięły zamki. Usłyszałem bardzo znany mi śmiech dwóch osób z przodu, ze strachem w oczach spojrzałem na nich i gdy się skapnąłem, że sam wszedłem w paszcze lwa było już za późno.
-Widzę, że ma pan na sobie bardzo ładne ciuchy, mógł by mi pan powiedzieć skąd pan je ma? - powiedział Sasuke już poważnym lecz wyraźnie zgniewanym głosem.
- Sasuke, a mówiłem Ci, żebyś spiął jego ręce kajdankami i przypiął do łóżka. - dodał Suigetsu.
-No to był dobry pomysł. Z tego co widzę dzisiaj poćwiczymy sobie posłuszeństwo.
-Może ja go tego nauczę? - zapytał.
-Nie, ty się nim nacieszysz, kiedy wyjadę do Konohy załatwiać moje sprawy.
- No okey...
Po dojechaniu, Suigetsu i Sasuke wyszli zostawiając Shikamaru samego w aucie.
-O MOJA DUPA! SHIKAMARU TY SKURWIELU COŚ TY ZROBIŁ Z MOIM POKOJEM! ZABIJĘ!
Byłem przerażony, ale nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Po chwili zobaczyłem Sasuke z kajdankami i łańcuchem.
- No to teraz sobie nagrabiłeś, Suigetsu Ci tego nie odpuści - Powiedział do mnie z trwogą.
Poczułem chłód łańcucha na szyi oraz kajdanek na moich nadgarstkach.
-Wysiadaj - powiedział szatyn szarpiąc za łańcuch.